księga gości

2005
maj
kwiecień
luty
styczeń
2004
listopad
kwiecień
marzec
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj

SINGLEM BYC...
Jestem sama. Ja-sama. Haha...Wlasciwie powinnam napisac, ze jestem singlem, brzmi tak cool...Boze, ustrzez mnie przed gloryfikacja. Za kazdym razem kiedy czytam w prasie lub necie, albo slucham opowiastek rzeczonych singli o tym jakie to wspaniale zycie wioda- cos mi sie od srodka przewraca w trzewiach. Czasem mam ochote krzyknac- pier...lisz. Gowno prawda, ze ci dobrze. Co nie znaczy, ze ci dobrze nie bywa lub moze byc. Mnie tez jest dobrze. Ale nie przypisuje do tego zadnej ideologii. Zycie w pojedynke ma swoje plusy i minusy. Sa dni gdy blogosc tego stanu jest tak silna, ze nie potrafie sobie wyobrazic, jak przezylam te kilka lat w zwiazku z kims. W codziennym kieracie przyzwyczajen i rytualow. Sa tez momenty gdy chcialabym moc znowu wstac, zaparzyc kawe, wstawic croissanty do piekarnika i upaprac cala kuchnie swiezo wycisnietym sokiem z pomaranczy. A potem delektowac sie tym wszystkim w cieplej jeszcze od snu poscieli, kruszac na wszystkie strony i przekomarzajac sie z tym KIMS. Ale tak nie jest w tym momencie bo byc nie moze. Wiec biore to moje zycie, takim jakie jest i wyciskam z niego...nie nie ile sie da, tylko tyle na ile mam ochote w danej chwili.
Codziennosc bywa rozna. Od nudnej i smutnej do porywajaco- ekstrawaganckiej. Czas plynie inaczej. I nawet gdy plynie wolno to plynie swiadomie. Tzn ja przezywam jego uplyw swiadomie. Jestem singlem. Juz wiem jak to jest. Plusy? W moim przypadku wolnosc od zobowiazan. Przyjaciele- czesc zniknela. Czesc zostala i juz zostanie pewnie na dlugo, jesli nie na zawsze. Pojawili sie nowi, ktorych o istnienie nawet nie podejrzewalam. Mam szczescie do ludzi. Nie ma nic lepszego ponad piatkowa noc w klubie, przetanczona, przegadana, wysmiana do lez. Flirt z barmanem moze byc calkiem przyjemny, a tylek obcego faceta tanczacego obok niezlym punktem wyjscia do snucia frywolnych fantazji przy stoliku z przyjaciolkami. Jestesmy niegrzeczymi dziewczynkami.
Sa randki. Nagle odkrylam, ze wokol mnie jest mnostwo fajnych, inteligentych facetow, z ktorymi mozna umowic sie na randke. Na prawdziwa randke a nie ukradkowe spotkanie, z gorzkim poczuciem winy, wyrzutami sumienia. Rytual przygotowan, cala ta otoczka pielegnacji, depilacji i kreacji ma swoj smaczek. Romantyczna atmosfera, kombinacja gestow i spojrzen, smak potraw i wina jest sama w sobie bardzo sexy. Bez zadnych wiekszych oczekiwan, bez wyimaginowanych planow, zwyczajne cieszenie sie chwila i soba nawzajem.
Nastepnym razem napisze o szczegolach.
ja-sama 2005-05-17 13:24:34 skomentuj (12)
BIM BAM...
Na uzytek tego bloga i ku uciesze gawiedzi moglabym tutaj walnac notke na kilka megabajtow o tym co sie wydarzylo w moim zyciu. Poniewaz jednka jakas taka bardzo do srodka sie zrobilam napisze jednka w skrocie co i jak. Otoz nie mnie nie wiecej, tylko w momencie gdy moje zycie mialo w koncu zaczac wygladac normalnie, bez milosno-zwiazkowo-karierowych zawirowan tapnelo. Z calej sily mi przywalilo liczac chyba na to, ze w koncu padne na psyk. Ale ze mna nie ma tak latwo. Moj maz na nowo wydawaloby sie oswojony oswiadczyl, ze potrzebuje czasu na odnalezienie siebie. Jak to pieknie brzmi, jaka to ma przeogromna glebie, cholera jasna...Szczegolnie jak mowi to facet 40 letni. Nic tylko sie zakochac. Zreszta skorzystala na tym jedna pani. Umiera wiec sobie z milosci, pisze plomienne listy i sni po nocach o swietlanej jak nic przyszlosci we dwoje. A ja? Ja spakowalam sie w ekspresowym tempie, zalatwilam te i owe formalnosci i poszlam sobie....I za cholere nie zaluje. Dosyc juz zabawy moimi uczuciami. Mam dosc sluchania o tym, ze kocham za bardzo albo za malo. Ze wymagam za duzo albo ze nic nie wymagam. Pan pozyje, pan zobaczy, prosze pana...
ja-sama 2005-04-23 16:35:01 skomentuj (3)
ZYCIE-SLOWO KLUCZ...
I posypalo sie...Znowu, po raz kolejny zbieram sie w garsc po kolejnym uderzeniu...Jedno jest pewne, juz nie potrzebuje slow kluczy, aby moc pisac. Mam co wyrzucac, oj mam...
ja-sama 2005-04-11 16:42:35 skomentuj (2)
EKO...
Dziekuje za wszystkie reakcje czytajacych. Czy znalazlam wsrod nich punkt zaczepienia? Hmm...nie wiem..bo...zwierzeta futerkowe, lasy rownikowe, spalarnie smieci przerabialam juz jakies 15 lat temu, wsrod tzw Zielonych. Pamieta ktos jeszcze gore Sw Anny? Czorsztyn? Akcje, hapenningi, publikacje? Ja w tym wszystkim bralam czynny udzial. Gdzies jeszcze pewnie w jakims zakurzonym archiwum leza egzemplarze "Zielonych Brygad". Nawet zdjecie tam moje kiedys bylo, hahha...Co do wegeterianizmu to tez przerobilam, w czasach gdy na rynku dostepne byly tylko tzw kotlety sojowe,w ktorych roi sie od roznych "E" brrr...Aby nie jesc tylko chleba z maslem i ziemniakow trzeba sie bylo dobrze naglowic co do garnka wrzucic...Co do Greenpeace to nie dalej jak dwa dni temu odprawilam z kwitkiem wolontariusza z puszka, sprzed drzwi. Nie pytajcie dlaczego. Ale...ja nadal segreguje smieci, nie uzywam jednorazowych dlugopisow, zapalniczek itp. Uzywam niechlorowanych filtrow do kawy, papier toaletowy u mnie w toalecie moze nie jest mieciutki i gladziutki, ale na pewno z odzysku. jem mieso- ale w mojej kuchni pojawia sie tylko to z tzw biologicznej hodowli. Co to znaczy? A to, ze soczysty befsztyk, zanimi trafl na moj stol, byl krowa, ktora przezyla w godnych warunkach dany jej czas. Jajko- zniosla kura biegajaca swobodnie w zagrodzie a nie gniezdzaca sie wsrod tysiaca jej podobnych w ciasnym kojcu. O co mi chodzi? Nie, bynajmniej nie chce tutaj nikogo obrazac czy lecewazyc, tym bardziej mlodych idealistow. Mnie chodzi o swiadomosc. Swiadomosc, ktorej na pewno nie mialam majac lat 15, walczac, niemalze na smierc i zycie o idealy. Takie prawo mlodosci. Natomiast zycie jest jakie jest, rzeczywistosc bywa brutalna. Aby znalezc sobie w niej wlasne miejsce trzeba to umiec. Pojscie na kompromis wcale nie jest oznaka slabosci. To ja nazywam wlasnie dojrzaloscia. Przynajmniej w niektorych kwestiach. Jesli chcemy zmienic swiat, zacznijmy od siebie. Bez rozglosu, bez szumu i fleszy... Po cichutku, kazdy na swoim podworku. Naturze nalezy sie szacunek. Nie zapomninajmy jednak o jednym- my tez jestesmy czescia natury. Skoro jemy mieso i nie umieramy z tego powodu to znaczy ze jestesmy miesozerni i mamy to wpisane w geny, wiec wlasciwie...wegetarianizm jest ...fanaberia? Kazdy ma jakies fanaberie. Aha...i jeszcze jedno...Kiedys ja i moje kolezanki z wielkim zapalem nosilysmy indyjskie szmatki. Fantazyjne, niebanalne, poza tym w pewnych kregach nie wypadalo inaczej, Te ciuszki mialy swoja wymowe, byly symbolem pewnej przynaleznosci. Co chce powiedziec? To, ze nadal podobaja mi sie te szmatki za grosze. Czy ktos kiedys pomyslal o 9-10 letnich dzieciakach w Indiach, Afryce, ktore po 12 godzin dziennie szyja te szmatki, za minimalne wynagrodzenie???? One sa tez dziecmi MATKI NATURY!!!Kto stanie w ich obronie???
ja-sama 2005-02-23 19:57:25 skomentuj (4)
EKSPERYMENTALNIE...
Mam prosbe do zagladajacych tu jeszcze. Cos zupelnie sprzecznego z regula bloga, byc moze...Napisalam notke czy dwie temu, ze chce wrocic do pisania, ze bardzo mi tego potrzeba, ze z zazdroscia czytam tych, ktorzy pisza dalej. I co? No i te moje wpisy nie pojawiaja sie tak czesto,jak czesto bym chciala...Dlatego prosba do odwiedzajacych, celowo lub przypadkowo...Rzuccie slowem, o ktore moglabym sie zaczepic, tak abym napisala tekst. Tak dla rozruszania piora...Maly eksperyment...Zapraszam!!!
ja-sama 2005-02-19 20:50:59 skomentuj (7)
OSWAJANIE...
Spokornialam. Przygladam sie czasem sobie w lustrze i...niby wszystko jest jak bylo. Gdzies zniknal dystans do otaczajacego mnie swiata, ktory od tak dawna mi towarzyszyl. Mniej sie przygladam zyciu, bardziej zyje. Zwolnilam tempa. Dobrze mi z tym. Okrywam nowe przyjemnosci, ale na innym poziomie. Juz nie narzekam na proze zycia, ja te proze przezywam. Naintensywniej jak moge. Dlatego zrywam sie o swicie i pieke szarlotke. I Sprawia mi to niewymowna frajde. Nie do pomyslenia w dawnych czasach. Odmierzam, przesypuje, mieszam skladniki i mam poczucie, ze biore udzial w czyms mistycznym. Proces tworzenia czegos z niczego, urok prozaicznych czynnosci. Zapach chleba, jablek i cynamonu wkomponowalam w mury nowej kuchni. Lawenda towarzyszy mi na gorze. Pielegnuje i utrwalam te zapachy, jakgdyby one mialy mi wyznaczac droge. Dzieki nim dobrze mi sie tutaj wraca. Znalazlam swoje miejsce na ziemii. I dobrze mi z tym, tak niewymownie dobrze...Oswajam instynkt.
ja-sama 2005-02-10 12:19:14 skomentuj (1)
DOM...
Spelnilo sie moje marzenie. Mam dom. W doslownym tego slowa znaczeniu. Z ogrodkiem i poddaszem.Mam tez, w zwiazku z tym, w cholere dlugow, finansowych ograniczen i mase jeszcze spraw do wykonczenia, zakonczenia i sfinalizowania. Zamiast sie tym przejmowac ciesze sie jak dziecko,patrzac przez okno na przysypane krzaczki. Rachunki- skrupulatnie wyciagam ze skrzynki, segreguje i wpinam w segregatory. Na tym to przeciez polega. Ten dom to nowy start. Szansa na nowy start, z ktorej skwapliwie korzystam. Nie popelnic starych bledow, nie dac sie wciagnac starym przyzwyczajeniom, wyrabiac nowe i tylko te pozyteczne, albo jak ktos woli poprawne...Nudne...wiem, ale i wygodne. Musze dbac o swoja wygode.
ja-sama 2005-01-27 14:33:54 skomentuj (2)

{smscontact}